3 lipca 2012

Prolog

Zabrakło mi siły, aby przeciwstawić się przeciwnością losu.
Zabrakło nadziei, która już umarła na zawsze. Może nie na zawsze? Staram się żyć jak dawniej, lecz sprawia mi to ból. Gdy patrze na Nich coś we mnie pęka, a do oczu cisną się łzy, które uparcie ścieram. Jednak one powracają, choć nie chcę. Czemu mi się to przytrafiło? Próbowałam znaleźć odpowiedź na to pytanie. Nie znalazłam. Choć czuję smutek i żal, który mnie przepełnia to jednak jestem szczęśliwa. Dziwne? Chłopak zostawił mnie dla innej a ja jestem jej rada, że mi go zabrała. Jednak nie przypuszczałam, że będzie tak boleć. Tak cholernie boleć, że nie mogę jeść, spać, funkcjonować. Staram się Ich omijać szerokim łukiem, lecz jak na złość wciąż wchodzą mi w drogę. Wtedy uśmiecham się głupio i szepcze : Cześć. Odpowiadają mi i idą w swoją stronę. A nade mną leci chmura gradowa. Czasami czuję wstręt do samej siebie, iż myślę  o nich jak najgorzej. Przecież to nie Ich wina! Prawda? Tak po prostu jest. To czemu wciąż się tak czuję? Jakbym była pusta w środku, jakby ktoś ukradł kawałek mnie. Nie. Nie powinnam tak myśleć. Muszę stąd odjechać jak najdalej, żebym mogłam zapomnieć i wyleczyć złamane serce. Tak, muszę to zrobić.


- Ależ córciu, skąd taki pomysł? - spytała mnie zatroskana matka, gdy zaczęłam pakować ubrania do podróżnej torby. Starannie składałam swe rzeczy i układałam we wnętrzu torby. Byłam milcząca, co przyprawiało moją rodzicielkę w rozpacz. Westchnęłam cicho i wyprostowałam się, patrząc głęboko w orzechowe oczy kobiety.
- Po prostu chcę poznać kawałek świata. -odparłam spokojnie. Kłamstwo przychodzi mi łatwo. Nigdy nie kłamałam, dopiero gdy pomiędzy mną a Robertem zaczęło się źle dziać.
- To nie możesz wyjechać do cioci Ireny do Krakowa? - spytała, rzucając mi ostatnią deskę ratunku, z której nie skorzystałam. Może miała i rację. Spędziłabym piękne dwa tygodnie w starym mieście, ale bym potem wróciła i co wtedy?  Powtarzałby się ten sam schemat. Potrząsnęłam głową.
- Nie. - rzekłam z mocą.
- Ale...
- Mamo. - Podeszłam do niej i objęłam ją delikatnie. Odwzajemniłam mój gest.  Oderwałyśmy się od siebie po minucie. W oczach matki dostrzegłam troskę i strach. - Wiem, że to trudne, ale chcę również się uczuć. A Nowy York będzie świetnym miejscem, gdzie znajdę dobrą szkołę artystyczną. - Kolejny argument, który był bynajmniej prawdą. Chciałabym zacząć studiować sztukę. Od zawsze o tym marzyłam i to już od dzieciństwa.
- Ale to tak daleko... - zaczęła matka kręcąc głową, jej czarne loki, spoczywały na chudych ramionach. -  I będziesz tam sama, a jak coś Ci się stanie? - mówiła przyciszonym głosem. Jeszcze chwila a wybuchnie płaczem, czego nie chciałam bo wtedy zapewne bym została.
- Nie martw się. Marta się mną zaopiekuję. - Moja koleżanka, z którą chodziłam do gimnazjum. Dziewczyna już od 3 lat mieszka w Ameryce. Skontaktowałam się z nią poprzez skype i opowiedziałam jej o swoich problemach. Na co ona poradziła mi, abym do niej przyjechała. Zgodziła się, abym z nią zamieszkała, gdyż mam niemałe mieszkanie, a we dwie zawsze raźniej.
- No dobrze. - powiedziała z trudem, ocierając wilgotne oczy chusteczką.
- Jak tam nie będę się dobrze czuła, to przyjadę. - powiedziałam na pocieszenie. Uśmiechnęła się słabo i choć obie wiedziałyśmy, że tak się nie stanie. Jednak ustąpiła.
- Dobrze, możesz jechać Natalia, ale... - przewróciłam oczami. Zawsze jakieś ' ale'. - Masz codziennie do mnie dzwonić, a jak nie to przysyłać e-maile, listy... - Zaczęła wymieniać na palcach. Próbowałam nie parsknąć śmiech, zdobyłam się na słaby uśmiech. Moja mama, jak zawsze przewidywalna.
- No dobrze, dobrze. -  odparłam, zakończając wywód mamy.
- Po prostu uważaj na siebie. - Znów wpadłyśmy w sobie w ramionach, po czym moja mama szepnęła mi na ucho:
- Kocham Cię.
- Ja też Cię kocham. - I to była prawda. Z pośród miliona ludzi, tylko ona była mi bliska. Była nawet lepsza niż koleżanki czy przyjaciółka. Z nią mogłam o wszystkim porozmawiać. Wysłuchała mnie i znajdowała odpowiednie rozwiązanie, które zawsze okazało się być trafne. Teraz trudno będzie mi się z nią rozstać, ale przecież wrócę? Na pewno.

***
Prolog za nami. Mam nadzieję, że się spodoba.